Schudłam i jestem z tego dumna!

Uważam, że największy podziw należy się osobom, które o zdrowie i piękną sylwetkę dbają od zawsze. Mnie z dietą i aktywnością fizyczną nigdy nie było po drodze. Jako dziecko byłam „lekko przy kości”, jako nastolatka moje BMI wskazywało już ponad 30. Gdy skończyłam studia, diagnoza była prosta – otyłość drugiego stopnia. Uratować mnie mogła dobrze skomponowana i restrykcyjnie przestrzegana dieta oraz wysiłek fizyczny. Albo operacja żołądka, ale tego rzecz jasna chciałam uniknąć.

Pierwsza wizyta u dietetyczki – zbilansowana dieta to podstawa

Postanowiłam, że wezmę się za siebie. Z wynikami badań, w pełni przygotowana, udałam się do specjalisty. Dietetyczka najpierw przeprowadziła ze mną wywiad, następnie mnie zważyła, zmierzyła i spisała wszystkie wyniki. Następnie umówiłyśmy się na kolejną wizytę, na której miałam dostać rozpisaną dietę i dalsze wskazówki co do mojej kuracji odchudzającej.

Gdy po niespełna tygodniu ponownie udałam się do dietetyczki, otrzymałam gotowy jadłospis. Pani Monika uwzględniła wszystkie moje upodobania, z niektórych produktów musiałam oczywiście zrezygnować całkowicie, ale niektóre potencjalnie zakazane udało się jej w niewielkich ilościach przemycić do mojego jadłospisu. Dzięki temu raz na jakiś czas mogłam pozwolić sobie na czekoladowy budyń na naturalnym słodziku, który smakował wybornie. Dania komponowałam z chudego mięsa, różnorodnych warzyw i kasz, a także ryb i nabiału. Niewielkie ilości owoców osładzały moje dni pełne wyrzeczeń i ciężkiej pracy. W menu nie znalazła się ani jedna rzecz, której nie lubiłam, a wszystkie posiłki komponowane były z ogólnodostępnych produktów.

Suplementować się czy się nie suplementować?

To zagadka, która chyba nigdy nie zostanie jednoznacznie rozstrzygnięta. Ja postanowiłam wspomóc mój proces odchudzania, ale naturalnymi składnikami. Obiecałam mojej dietetyczce – raczej sceptyczce takiego dopingu – że gdy tylko znajdę suplement diety na odchudzanie, który najbardziej przypadnie mi do gustu, najpierw skonsultuję z nią skład. Produkt, który wybrałam, został przez panią Monikę zaakceptowany. Naturalny, prosty skład dobrany pod potrzeby osób walczących z dodatkowymi kilogramami wygrał z tabletkami, tzw. spalaczami.

Jedz, ćwicz, chudnij!

Dieta to 70% sukcesu i z tym dyskutować się nie da. Pozostałe 30% to aktywność fizyczna. Ze względu na moją początkową tuszę nie mogłam pozwolić sobie na wytężony wysiłek. Po pierwsze i tak po pierwszych minutach nie miałabym siły na dalszą część ćwiczeń, po drugie waga obciążała moje stawy, szczególnie kolana. Oczywiście wskazany byłby basen, ale ja tak bardzo nie lubię zapachu chloru…

Wspólnie uzgodniłyśmy, że najpierw rozruszam stawy i mięśnie poprzez szybki chód przeplatany spacerowaniem – najlepiej po parkach. I od tego zaczęła się moja przygoda, która doprowadziła mnie aż tutaj…

Gdy nabrałam już pewności w intensywnym chodzeniu, dodałam proste ćwiczenia wzmacniające, które zaczerpnęłam z internetu. Z czasem ważyłam mniej i mogłam pozwolić sobie na ćwiczenia z jedną ze słynnych byłych wokalistek amerykańskich. W końcu nadszedł dzień, w którym chód przeplatany spacerem zmieniłam w trucht przeplatany marszem. Pierwsze podejścia były wyjątkowo trudne… i krótkie. Z czasem zwiększały się ilości kilometrów i czas, jaki poświęcałam na ćwiczenia cardio. Nawet nie wiedziałam kiedy, za namową koleżanki zapisałam się na pięciokilometrowy bieg.

Od spaceru po półmaraton

Już trzeci rok walczę o nową siebie. Osoby, które mnie nie znały wcześniej, nie wiedzą o moim problemie. Jestem szczupłą, zgrabną i (tak, powiem to!) atrakcyjną dziewczyną, nie odmawiam małego kawałka urodzinowego ciasta czy cukierka. Wiem jednak, że nie mogę wrócić do dawnego trybu życia. Najważniejsze jest jednak to, że nie chcę! Trzymam kciuki za wszystkie osoby, które podjęły walkę o zdrowie, atrakcyjny wygląd i większą pewność siebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *